Dzisiaj jest Piątek, 18 Maja 2012
Nasze informacje
Sonda
Jak Wam poszła matura?
zagłosuj
Jak Wam poszła matura?
Super! Nie spodziewałam/ em się, że będzie tak łatwo.
Całkiem dobrze. Drobne potknięcia motywują do dalszych wysiłków!
W miarę dobrze.
Różnie. Miało być zdecydowanie lepiej.
Fatalnie.
więcej opcji wyszukiwania
Promuj się śpiewająco

 



„Internet jest magicznym miejscem” – ciężko się z tym nie zgodzić, a niemal równie ciężko byłoby wymienić wszystkie powody, przez które frazes ten ma prawo istnienia. Złośliwi stwierdzą, że jeszcze trudniej przymknąć oko na jego liczne i skutecznie uprzykrzające nam „elektroniczne” życie wady. Faktem jednak jest, że bez sieci nigdy nie zasmakowalibyśmy perełek w stylu tej, która jakiś czas temu postanowiła zawładnąć sercami internautów. Mowa oczywiście o LipDubach.

Jeśli udało Ci się przespać ostatni rok lub spędzić go gdzieś w okolicach bieguna północnego, spieszę z wyjaśnieniami. Nazwa LipDub (Lip – warga, Dub – dubbing) urodziła się gdzieś w odmętach umysłu niejakiego Jakoba Lodwicka, współzałożyciela Vimeo, który 14 grudnia 2006 roku postanowił wrzucić do Internetu prosty filmik. Wideo prezentowało autora przemierzającego miasto w słuchawkach i podśpiewującego piosenkę. Jego głos natomiast – w stylu filmowych dubbingów – został zastąpiony przez oryginalny wokal.
Jakob, opisując treść swojego dzieła napisał: „Is there a name for this? If not, I suggest ”.

W świadomości szeroko pojętej braci internetowej LipDuby zaistniały jednak na dobre gdzieś w okolicach 10 września ubiegłego roku, kiedy to kanadyjscy studenci postanowili rozpromować swoją uczelnię korzystając z rozwiniętej koncepcji Lodwicka. Podstawowa różnica polegała na zamienieniu jednej postaci na setki osób, które w rytm piosenki Black Eyed Peas „I Gotta Feeling” oprowadzały muzycznie słuchacza po terenie uczelni, prezentując się przy tym w przedziwnych sytuacjach. Nagle okazało się, że przed uczelnią na co dzień gra się w twistera, do samej uczelni zaś uczęszcza Wonderwoman, a co uważniejszy obserwator mógł wreszcie odpowiedzieć sobie na pytanie „Gdzie jest Wally?”. Na korytarzach uniwersytetu natomiast trwa ciągła zabawa. Podstawowe założenie pozostało bez zmian, nadal była to przede wszystkim synchronizacja ust z rozbrzmiewającą piosenką.

Tej zasady również nie mieli zamiaru zmieniać rodzimi studenci. Ci w myśl zasady „Polacy nie gęsi, swój LipDub mają” przyprawili kanadyjski pomysł o biało-czerwone barwy. Pierwsza próba była… no, można powiedzieć, że dość trudna. Uniwersytet Ekonomiczny w Krakowie za pomocą swoich dzieciątek zrodził „Pierwszego polskiego LipDuba”, którego – jak mówią złośliwi, do których ja przecież nie należę – największą zaletą było to, że… był pierwszy. Niedociągnięcia i niezbyt chwytliwe połączenie paru utworów sprawiło, że dzieło UEK stało się tłem dla nadchodzącego gigantycznymi krokami godnego reprezentanta Polski w dyscyplinie zsynchronizowanego ruszania ustami. SGH postanowił odkurzyć staruteńkiego „Footloose”, by w rytm piosenki o tym samym tytule wysoko postawić poprzeczkę wszystkim próbującym zostawić swoją gwiazdkę na LipDubowej alei sław.

Co dalej z LipDubami? Mija rok, a kolejne uczelnie zgłaszają chęć zrobienia własnej wersji internetowego przeboju. Jednak wcale nie oznacza to, że temat ma się dobrze. Malkontenci uważają, że dopadnie ich los flashmobów, które dla fanów skończyły się wraz z ich komercjalizacją. Niestety, to samo zaczyna dopadać LipDuby, które już zaczynają stawać się chwytliwą bronią banków, czy stacji telewizyjnych w walce o klienta. Sądzę jednak, że przynajmniej te, które aktualnie są w produkcji (przede wszystkim polskie!) dostarczą nam jeszcze nie lada rozrywki i udowodnią, że Internet stworzony został po to, by uśmiech rozsyłany był z prędkością kilkunastu megabajtów na sekundę.

 

Newsletter
Konkursy