15 listopada weszła w życie nowelizacja ustawy o ochronie zdrowia przed następstwami używania tytoniu i wyrobów tytoniowych. Znacząco zmieniła ona kształt dotychczasowego prawa. Jak? Przekonajcie się sami – w teorii i w praktyce.
Uczelnie, środki transportu publicznego, lokale rozrywkowe i gastronomiczne – wszędzie tam bywa czasem aż mgliście od unoszącego się dymu tytoniowego. Teraz ma się to zmienić. Nowe przepisy zabraniają palenia w miejscach publicznych. Najsilniej nowa ustawa uderzy w posiadaczy barów oraz restauracji. Od połowy listopada, jeżeli właściciele lokalu nie poinformują o zakazie palenia – grozi im grzywna w wysokości 2000 zł. Palić będzie można tylko w specjalnych strefach, z odpowiednio zamontowanym systemem wentylacji. Ale na zabieg ten pozwolić sobie będą mogły tylko nieliczne lokale. Większość z nich będzie się musiała po prostu dostosować do nowego prawa i zabronić swoim klientom puszczania przysłowiowego dymka – prosto do kieliszka czy też talerza osoby siedzącej w pobliżu.
Jak to wpłynie na życie studenckie? Teraz, w większości klubów nie będziesz miał okazji wypić piwka i równocześnie zapalić papierosa. Pozostanie Ci tylko picie i zabawa. Jeżeli będziesz miał ochotę – zawsze możesz wyjść na dwór i tam poddać się nałogowi. Kiedy jest ciepło – to nie problem. Gorzej, kiedy na oknem mróz, my rozgrzani od tańca, a tu powiew lodowatego powietrza. Ale za to wytrzeźwieć trochę można. Dzięki temu – dłużej się bawić i/lub rano mieć mniejszego kaca.
Cieszą się Ci, którzy nie znoszą tytoniu i dymu. Ale i palacze nie sprzeciwiają się zbytnio nowym przepisom. Niektórym wręcz ta sytuacja pasuje: „palę, owszem, ale kiedy idę do restauracji nie cierpię jeść i czuć dymu, dlatego też uważam, że pod tym względem zakaz jest dobry” – powiedziała jedna studentka.
Gorzej z nałogowymi palaczami, którzy nie mogą obejść się bez dymka i co chwilę sięgają po fajkę. Niektóre bary specjalnie dla nich przygotowały legitymacje potwierdzające, iż dana osoba jest uzależniona od tytoniu i wchodzi do baru (i będzie palić) na własną odpowiedzialność. Takie same deklaracje podpisują osoby, które nie palą, a chcą wejść do danego klubu – zgadzają się, by w lokalu palono. Czy takie obejście jest skuteczne? Okazuje się, że nie. Władze już zajmują się tym procederem.
Tam gdzie wprowadzono zakaz palenia w miejscach publicznych (Nowy Jork, Irlandia, Norwegia, Nowa Zelandia, Włochy), poparcie dla idei nigdy nie zmalało, a wręcz wzrosło. Najlepszym przykładem jest Irlandia, w której poparcie ustawy przed jej wprowadzeniem wynosiło 67%, a po wprowadzeniu aż 94%. Z badań Fundacji Zdrowia oraz TNS OBOP (2009) wynika, że aż ¾ osób niepalących w Polsce popiera zakaz palenia oraz połowa osób palących.
Jaka więc rada dla palaczy? Rzucić nałóg! Wiadomo, że nie jest to proste zadanie, ale odrobina silnej woli, wsparcie rodziny i znajomych, a teraz na dodatek – państwa i już jakiś krok do przodu jest zrobiony.



