Szanghajski Ranking uczelni wyższych od 2003 roku elektryzuje środowiska naukowe na całym świecie. Badaniu poddawanych jest 1000 uczelni, które sprawdza się pod względem sześciu kryteriów, m.in.: liczby laureatów nagrody Nobla, liczby bardzo często cytowanych badaczy czy liczby artykułów publikowanych i cytowanych w najważniejszych czasopismach naukowych. Najlepszymi wynikami mogą pochwalić się Stany Zjednoczone, które w pierwszej dziesiątce Rankingu mają 8 uczelni, natomiast w pierwszej setce aż 54.
Top 10 rankingu szanghajskiego:
1.Harvard University
2. University of California, Berkeley
3. Stanford University
4. Massachusetts Institute of Technology
5. University of Cambridge
6. California Institute of Technology
7. Princeton University
8. Columbia University
9. University of Chicago
10. University of Oxford
Polska reprezentacja
Polskie osiągnięcia naukowe bledną nie tylko w obliczu mocarstw zachodnich, ale ustępują także miejsca sąsiadom z regionu. Z Europy Środkowowschodniej najlepszym okazał się Uniwersytet Moskiewski, który w tym roku zajął 23 pozycję. Lepiej od nas wypadają także Czesi – Uniwersytet Karola w Pradze uplasował się w trzeciej setce rankingu. UJ i UW znalazły się w gronie 400 najlepszych uczelni, razem z takimi szkołami jak Uniwersytet w Kansas, Politechnika w Montanie czy Londyńska Szkoła Higieny i Medycyny Tropikalnej. Jeszcze do niedawna, polska reprezentacja liczyła trzy uczelnie (do rankingu w 2003 i 2005 roku zakwalifikował się także Uniwersytet Wrocławski), a Uniwersytet Warszawski zdecydowanie wyprzedzał UJ (o około 50 pozycji). Sytuacja jednak uległa zmianie, a tegoroczny ranking nie napawa optymizmem.
Dwója w indeksie
Tegoroczny wynik pracy zespołu prof. Nian Cai Liu z Jao Tang University to policzek dla polskich naukowców. Pomimo wielu krytycznych opinii stanowi on bowiem istotny wyznacznik prestiżu i wpływa na znaczenie uczelni na świecie. Skąd tak fatalny stan rzeczy? To, co dla szanghajskich ekspertów ma największe znaczenie (wyraźne, międzynarodowe sukcesy naukowe), wymaga ogromnych nakładów finansowych na naukę. Wiadomo jednak, że w Polsce oświata kuleje, a pieniędzy na nią wiecznie brakuje. Rozwiązaniem może być przykład Uniwersytetu Karola w Pradze, którego budżet podreperowano funduszami zabranymi mniejszym ośrodkom. Czy to uczciwe? Nie do końca, ale w grze o taką stawkę, wszystkie chwyty wydają się nie tylko dozwolone, ale przede wszystkim uzasadnione. Biorąc pod uwagę fakt, że najlepszy (wg klasyfikacji uniwersytetu Jiao Tong) okazał się Harvard, który posiada 30 mld żelaznego kapitału, trudno się dziwić, że kraje uboższe uciekają się bardziej niekonwencjonalnych metod, aby choć w najmniejszym stopniu zbliżyć się do światowych liderów. Pomysłów na to, jest całkiem sporo, wymagają one jednak radykalnych zmian w sposobie patrzenia na szkolnictwo wyższe. Jednym z możliwych działań byłoby połączenie warszawskich uczelni publicznych (politechniki, uniwersytetów Medycznego i Warszawskiego) w jedną szkołę. To, zdaniem dr. Krzysztofa Pawłowskiego, eksperta ds. szkolnictwa wyższego i rektora National-Louis University w Nowym Sączu, umożliwiłoby naukowcom efektywną współpracę zamiast konkurowania. Według ekonomisty, prof. Krzysztofa Rybińskiego z SGH, członka Rady Monitorującej „DGP”, naprawa sytuacji może postępować małymi, ale skutecznymi krokami. Pierwszym z nich mogłoby być nakłonienie Wisławy Szymborskiej do gościnnych wykładów na UJ, co od razu poprawiłoby notowania uczelni. Nie można także zapominać o tym, że podstawą pracy naukowej w dzisiejszych czasach są publikacje międzynarodowe, a bez dobrej znajomości języka angielskiego, którą niewielu polskich uczonych może się pochwalić, osiągnięcie wyższego wyniku w szanghajskiej klasyfikacji jest niemal niemożliwe.
Rankingów oceniających szkolnictwo wyższe jest dużo. Każdy z nich ma inny cel i bierze pod uwagę inne wskaźniki. Przeciwwagą dla szanghajskiej klasyfikacji jest ostatni raport OECD, z którego wynika, że w 2010 roku w Polsce procentowo najwięcej osób na Ziemi uzyskało tytuł magistra. To bardzo dobra wiadomość, choć rodzi pytanie, czy ilość zawsze oznacza jakość. Biorąc pod uwagę wyniki polskich uczelni w światowych rankingach, odpowiedź wydaje się oczywista. Nie zmienia to jednak faktu, że w polskiej nauce drzemie ogromny potencjał, którego uwolnienie determinowane jest w dużej mierze przez hojność rządowego budżetu.
Olga Ziółkowska



