
Katowice, Poznań, Wrocław, Warszawa, Kraków – to miasta, które współdziałają w ramach projektu Transekonomik, wcześniej znanym pod nazwą Polski Erasmus. Wśród uczestników projektu znaleźli się studenci naszej uczelni, Karolina oraz Paweł, oboje z trzeciego roku Ekonomii. Dziewczyna dopiero co wróciła z Warszawy, gdzie przez semestr zimowała w akademiku SGH.
System nauczania w Warszawie jest ciekawszy. Ćwiczenia bardziej przypominają warsztaty, gdzie aktywne uczestnictwo studentów jest wymagane. Każdy student udzielając się na zajęciach, wynosi z nich więcej – przekonuje Karolina - Mimo, że na SGH nie ma laboratoriów, które trzeba zaliczyć we Wrocławiu po powrocie, to ćwiczenia są bardziej praktyczne.
Różnicą między UE we Wrocławiu a SGH jest podejście do studenta. Jeśli student podejdzie do profesora i powie, że nie może chodzić na dane zajęcia, bo właśnie podjął staż lub pracę, to prowadzący ćwiczenia nie robi problemów i tylko prosi, aby student zjawił się na kolokwium zaliczeniowym – tłumaczy Karolina.
W ramach Transekonomika każdy student otrzymuje IPS, czyli indywidualny program studiów. Oznacza to, że nie jesteśmy przydzieleni do żadnej z grup, a wybór przedmiotów zależy tylko od nas. Można zapisywać się na ćwiczenia i wykłady z innych kierunków i wydziałów, a nawet z innych lat studiów. Poza tym, przez pierwszy miesiąc zajęć na innej uczelni można zmienić praktycznie cały plan. Jeśli prowadzący nam nie odpowiada lub godziny zajęć - nie ma problemu, lecz sami musimy wszystko załatwiać.
Przed wyborem przedmiotów warto wcześniej przejrzeć fora internetowe studentów, skąd można się dowiedzieć, np.: jakie zajęcia są ciekawe, jak wygląda zaliczenie lub też czy prowadzący jest kosą. Czasami jednak nie mamy wpływu na zmiany w naszym planie, o czym przekonał się Paweł, który wyjechał na Transekonomika do Krakowa. Będąc na UEK, zmieniłem zatwierdzony jeszcze we Wrocławiu plan moich zajęć, ponieważ niektóre z zajęć zostały odwołane z powodu zbyt małej liczby studentów zapisanych na dany przedmiot – wspomina.
Przy kolokwiach i zaliczeniach uczestnicy Transekonomika powinni być traktowani tak jak wszyscy. Według Karoliny tak właśnie jest na SGH, gdzie nie ma taryfy ulgowej jak to się często ma do osób jadących na Erasmusa. Jednak okazuje się, że zależy to od uczelni. W Krakowie wielu profesorów szło mi na rękę przy zaliczeniach - wspomina Paweł – Miałem 33 punkty ECTS do zaliczenia, lecz 6 z nich zrobiłem we Wrocławiu, bo przedmioty z puli podstaw programowych muszą być zaliczane na macierzystej uczelni.
Każda uczelnia może co semestr przyjąć do pięciu studentów z każdej uczelni biorącej udział w Transekonomiku. Okazuje się, że nieraz nawet ta niewielka ilość sprawia problemy. Rok temu zabrakło miejsc w akademikach SGH dla studentów z naszej uczelni. Na szczęście pracownicy tej uczelni pomogli znaleźć wrocławskim przybyszom lokum na stancjach.
Paweł dostał miejsce w akademiku „Merkury” bez problemów. Za miejsce w pokoju płaci się tam 320 zł bez względu na to, ilu osobowy jest pokój. Warunki mieszkalne są podobne do tych w Ślężaku.
Karolinie także udało się zakwaterować w domu studenckim. W akademiku „Sabinki” płaciła 330 zł za miejsce w 3-os. pokoju. Warunki są tam troszkę lepsze niż w naszym Ślężaku. Co prawda, łazienki są wspólne na piętro, lecz kuchnie są lepiej wyposażone, m.in. w mikrofalówki - wspomina Karolina. Poza nią w pokoju mieszkały dwie dziewczyny z SGH, lecz obie były bardzo skupione albo na nauce, albo na podjętym stażu.
I Karolina, i Paweł chętnie jeszcze raz by wyjechali w ramach Transekonomika, lecz Karolina tym razem wolałaby pojechać z koleżanką, a nie sama. Na SGH nie ma takiej integracji studentów jak na UE we Wrocławiu. Imprezy w akademiku były w dość kameralnym gronie i odbywały się w pokojach. Jedynie w piątki, w większej sali na parterze domu studenckiego, odbywała się impreza dla wszystkich chętnych, lecz trwała ona tylko do pierwszej w nocy – mówi Karolina.
Natomiast w Krakowie integracja kwitnie, zwłaszcza w weekendy. Często bawiliśmy się w gronie polskich Erasmusów, bo studenci z UEK rzadko się wspólnie bawią. Klubów typowo studenckich jest tam mało, a na dodatek są droższe od wrocławskich. Mimo to, poznałem na wyjeździe naprawdę super ludzi - wspomina Paweł.
Aleksandra Greźlikowska



